Ida święta.
A właściwie biegną.
Moje stare kości już to odczuwają. Bo ja przestałem chodzić. Zacząłem biegać, z wywieszonym, czerwonym jęzorem. Powód? P jak PREZENTY. JA myślę o tym inaczej. P jak puszka Pandory.
Ach, nie oburzajcie się na mnie za to co piszę! Zrozumcie mnie - starego.
Wszyscy chcą prezentów.
Prezenty, prezenty, prezenty. Coraz więcej prezentów. Ciągle tylko słyszę „daj”. Każdy uliczny biedak wyciąga rękę po „prezenty”, a jeśli mu się ich nie da, to sam weźmie. Siłą wydrze lub mu się coś z mojego mienia do ręki przyklei. Oczywiście „przypadkiem”.
Naprawdę chciałbym zadowolić każdego.
Poszedłem nawet po sposób do głowy i postanowiłem rozpocząć moją działalność troszkę wcześniej. Ułożyłem plan działania przed tegoroczną Gwiazdką. Cel numer jeden: poszukać sponsorów.
Oto co zrobiłem: ubrałem, dla niepoznaki, piękną czarną skórzaną kurteczkę, zaczesałem włoski, przylizałem żelem i, tak wylansowany, udałem się do centrum miasta.
„Tam znajdę wielu ludzi dobrej woli” - pomyślałem. Podchodziłem do każdego przechodnia i jak prawdziwy biznesmen zagadywałem śmiało:
„Czy zgodzi się Pan/ Pani na sponsoring?” i zaraz dodawałem „Tu chodzi oczywiście nie o mnie, lecz o dzieci”.
I wiecie co?
Nie myliłem się! Właściwie to, co następowało, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie dość, że nikt ode mnie nie chciał prezentów, to w dodatku dostałem ich mnóstwo!
Prosto w zęby!
I to ZA DARMO!
Biedny Gwiazdorek…
- Nikt jeszcze nie skomentował

