Trwa dyskusja nad parytetem – podobno w Sejmie powinno być więcej wybitnych „żon stanu” w rodzaju pani Beger, Hojarskiej, Sobeckiej czy Sawickiej. W grupie sejmowych oszołomów kobiety już tak nie ustępują liczebnie mężczyznom.
Kongres Kobiet uznał niedawno, że kobiety są wręcz stworzone do rządzenia naszym państwem. Podobno na wszystkim znają się niegorzej od facetów, a to, że jest ich w Sejmie pięć razy mniej, to wina nieuwzględniania ich na listach wyborczych.
Podobno też kobiety są wyjątkowo potrzebne polskiej polityce, ponieważ są mniej kłótliwe i wprowadzają zdrowszą atmosferę. No cóż, najlepszym sposobem, aby to sprawdzić, jest przyjrzenie się, jak się sprawdza w Sejmie obecna garstka posłanek.
Choć jest ich tylko 94, znajdziemy wśród nich tak wybitne „żony stanu” jak chociażby Anita Błochowiak czy Ann Sobecka. Obie to prawdziwe weteranki polskiego Sejmu – wchodzą do parlamentu regularnie, więc chyba się sprawdzają, skoro cieszą się takim poparciem wyborców.
Niestety, jeśli chodzi o zasługi, to Błochowiak zasłynęła tylko z wypowiedzi sprzed kilku lat o tym, że „pedały” chodzą w kolorowych skarpetkach, a w siedzibie Agory są pionowe korytarze.
Sobecka to postać jeszcze bardziej barwna. Gdy słyszy się jej kolejne wypowiedzi, aż trudno uwierzyć, że ich autorem jest prawdziwa osoba, a nie postać z „South Parku”. Powiedziała m.in., że „seks jest zły, bo nie rozwija człowieka, nie przynosi dobra, nie daje bliskości z drugą osobą. Seks powinien dotyczyć małżeństw.”. Jest także przeciwna antykoncepcji, co uzasadniła uwagą, że Jezus nie używał prezerwatyw.
Mamy też w polskiej polityce panie, które postanowiły dorównać kolegom po fachu w zakresie picia. Tutaj na razie dały się poznać Elżbieta Kruk oraz minister Jolanta „Sp....aj” Fedak, której przydomek jest najlepszym dowodem, że kobiety nie łagodzą obyczajów w polityce.
Partią, która we wzorowy sposób postawiła na kobiety, była w poprzedniej kadencji... Samoobrona (po aferze rozporkowej wiemy już dlaczego, ale mniejsza z tym). W poprzedniej kadencji na 41 posłów ugrupowania Andrzeja Leppera aż 13 stanowiły kobiety. Panie radziły sobie świetnie – wystarczy przypomnieć sobie Renatę Beger czy Danutę Hojarską. Obie panie popisywały się nie tylko fachową wiedzą z zakresu politologii i innych dziedzin, ale i poważnymi problemami z prawem.
Z Samoobrony była też Sandra Lewandowska, której największym politycznym osiągnięciem było smarowanie olejkiem do opalania pleców Janusza Maksymiuka. Nawet w „Tańcu z gwiazdami” nie dała sobie rady.
Żeby nie było, że jestem stronniczy i czepiam się tylko partii, gdzie dominują oszołomy. PO też jakoś nie mogła trafić na wybitne „żony stanu”. Najlepszy przykład to Beata Sawicka – jak się okazuje, do skorumpowania kobiety-polityka czasem wystarczy bukiet kwiatów i komplementy z Internetu.
Oczywiście, wśród męskiej części posłów oszołomów, pijaków i kanciarzy jest znacznie więcej, ale czy rzeczywiście jest ich pięć razy więcej niż kobiet, jak powinno wynikać ze statystyki? Śmiem wątpić.
Idealnym politykiem-kobietą wg sondaży jest Jolanta Kwaśniewska – ponoć większość Polaków wolałaby ją na stanowisku prezydenta bardziej niż Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego. To dość ciekawe, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Kwaśniewska nie ma żadnego doświadczenia politycznego i szerzej nic nie wiadomo o jakichkolwiek jej poglądach na gospodarkę czy politykę zagraniczną. Biorąc pod uwagę czynniki merytoryczne, równie dobrym kandydatem na prezydenta jest Robert Kubica albo Adam Małysz. Obaj pewnie w sondażach też mieliby spore poparcie, więc może wkrótce zostanie wprowadzony parytet, że na każdej liście wyborczej musi być jeden sportowiec?


masz racje ale jak wileu juz mowilo , jakie spoleczenstwo tacy poslowie i ...poslanki
Widzialam nie raz te baboszony lub babobchlopy w tzw dzialaniu.Sposob w jaki dostaly sie w rejony polityki jest zgodny z tym co potem robia.
Wydaje sie byc w tym troche winy Panow dzieki ktorym panie te sie dostaly nie uwazasz ? Mowie o tych o ktorych ty piszesz.
I nie dziwi mnie tez ze ostatnio przeprowadzone konsultacje wsrod poslanek PO w sprawie uchwalenia parytetu daja wyniki ujemne .Wypowiedzi pan z PO byly mniej wiecej takie ze My tu juz jestesmy i nie chcemy konkurencji.
Jednak bab z meskim mozgiem jest mniej i trudniej im sie przebic . Jednak takie panie jak prof.Magdalena Sroda czy Henryka Bochniarz rozpoczely nowa epoke i jak je znam to sie nie poddadza.
52 % mezczyzn jest za parytetem ,to sa durnie czy moze wrecz przeciwnie ? W tym kraju gdzie kult mamony doszedl juz do absurdu to kobiety wywalcza prawa socjalne pracownikow ,zlikwidowanie domow dziecka ,i uczlowieczenie instytucji panstwa.
pozdrawiam
zakanaka
www.africatrip.net
Może się mylę, ale przypuszczam, że w samych strukturach partii więcej jest facetów niż kobiet i to odzwierciedlają listy wyborcze. Listy układają same partie - układają tak, aby zdobyć maksymalnie dużo głosów. Gdyby miały to im zapewnić kobiety, byłoby ich więcej. Skoro jest ich mniej - wniosek jest jeden - społeczeństwo woli głosować na facetów. Czy jest w tym coś złego? Nie, każdy obywatel ma do tego prawo. Podobnie jak ma prawo do tego, aby nie oddawać głosu na mańkuta, niepełnosprawnego, okularnika, Murzyna itp. Na tym polega demokracja.
Uchwalając parytet, daje się do zrozumienia, że kobiety są upośledzone i że bez pomocy prawnej nie mają szans na dostanie się do władzy. To chyba jest dopiero dyskryminacja, prawda?
www.africatrip.net