Sobotnie spotkanie Warty Poznań ze Zniczem Pruszków miało niecodzienny przebieg jeszcze zanim się rozpoczęło. Wielka ulewa, która przeszła nad Poznaniem przed godz. 17 sprawiła, że boisko przy Drodze Dębińskiej zamieniło się w jezioro. Mecz w końcu się zaczął... z 75-minutowym opóźnieniem. Ponad godzinę trwały wysiłki działaczy, piłkarzy i kibiców Zielonych, aby usunąć wodę z placu gry.
O godz. 17 sytuacja wyglądała tak:
Trzeba było działać. Początkowo w ruch poszły wiadra i szufle.
Po chwili podjęto próbę wypompowania wody.
W międzyczasie trzeba było też wymalować zmyte przez ulewę linie.
Po pół godzinie do akcji wkroczył ciężki sprzęt, czyli bandy reklamowe.
Pomagali również kibice.
Jedną z metod walki z wodą było nakłuwanie murawy.
Po 75 minutach, na boisko kompletnie nie nadające się do gry, wyszli zawodnicy obu drużyn.
Gra wyglądała tak:
Zza płotu obserwował ją m.in. bramkarz Manchesteru United, Tomasz Kuszczak, który został zaproszony na mecz przez Piotra Reissa.
W 44. minucie rzut karny dla gości wykorzystał Chałas.
Po meczu nie mogło zabraknąć pamiątkowych zdjęć z Tomaszem Kuszczakiem.
Mecz na wodzie zakończył się porażką poznaniaków 2:3.



Niektóre zdjęcia wyglądają jakby były ze skeczu Monty Pythona.