Nie lubię jesieni - pomimo jej niesamowitych barw i utrzymanej w żółciach, czerwieniach i brązach kolorystyki. Przede wszystkim dlatego, że oznacza ona jedno - zrobiło się juz zimno, a będzie jeszcze zimnej. Lada moment spadnie śnieg (brrrr) - oby jak najpóźniej a najlepiej wcale - i to nic, że przykryje psie odchody na chodnikach (wczoraj znowu coś w takiego wdepnęłam), ten cały syf którego ludzie starają się nie dostrzegac do tego stopnia, ze traktują jako coś zupełnie naturalnego... Wolałabym, żeby ktos to raczej posprzątał, niz liczył na śnieg w charakterze maskownicy... A jeszcze niedawno była wiosna i zbyt krótkie lato... Komu to przeszkadzało?


A tam. Jesień jest super, dopóki nie jest za zimna :) Wiosną pylą różne ustrojstwa, człowiek kicha, oczy łzawią, nic człowiek nie widzi i chodzi przymulony. Latem skwar nie daje żyć. Za to jesienią jak jest jeszcze ciepło, to skwar nie doskwiera, są grzyby, ognisko wieczorno-nocne ma swój niepowtarzalny urok ;) A zima jak już wszystko się przykryje śniegiem, to jakże potrafi być malowniczo...
Jesień póki jest bez deszczu i z temperaturą około 10 stopni jest spoko, ale jak ma wiać, padać i być zimno to ja dziękuję bardzo.