"Witajcie. Jest to Polska edycja wydarzenia, jakie miało ostatnio miejsce w Stanach oraz Wielkiej Brytanii. Aby wziąć udział każdy uczestnik musi wykonać następujące rzeczy: 1. Należy polubić stronę '...' - OFICJALNEGO i JEDYNEGO organizatora polskiej wersji konkursu. (tu zazwyczaj widnieje link do strony), 2. Kliknąć 'Wezmę udział' na stronie wydarzenia., 3. Zaprosić WSZYSTKICH swoich znajomych i udostępnić wydarzenie na ich tablicy (system w ten sposób zweryfikuje wszystkich użytkowników, więc to BARDZO WAŻNE), 4. Napisać na tablicy wydarzenia 'Biorę udział'. Nagrody rozesłane zostaną pośród pierwszych 30.000 użytkowników, 30 dni roboczych po ukończeniu konkursu. Informacja o dacie ukończeniu konkursu zostanie wyznaczone przez organizatora i rozesłana będzie do wszystkich uczestników."
Mniej więcej taka treść to początek każdego "wydarzenia", dzięki któremu w prosty sposób możemy oddać za darmo swoje dane osobowe bliżej nieznanej firmie.
Portal Facebook to zdecydowanie tegoroczny zwycięzca plebiscytów popularności - jest obecny w niemalże każdej dziedzinie naszego życia. Poczynając od tego prywatnego, czyli relacji międzyludzkich poza szkołą, czy uczelnią, przechodząc przez reklamy firm czy różnorakich akcji ("Polub nas na Facebooku!"), kończąc na organizacji imprez masowych czy poszukiwaniu pracy. Facebook całkowicie zawładnął naszym życiem, i choć większość z nas nie uważa się za osoby uzależnione od tego portalu, to spory odsetek nie może powstrzymać się od codziennego przejrzenia porannych aktualności.
"Waking up & checking your FB like its the morning paper" - z tym powiedzeniem utożsamia się już niemalże 800 tysięcy osób na całym świecie. Między innymi Monika, młoda poznańska studentka, pasjonująca się fotografią. - Cały swój wolny czas poświęcam wykonywaniu sesji młodym modelkom. Poza tym trochę imprezuję. - Dużo czasu dziennie spędzasz na facebooku? - To podstawa każdego mojego poranka, drogi w tramwaju, przerwy na uczelni i wieczorów w wannie! Z moimi znajomymi nie piszemy już smsów, teraz wszyscy ludzie kontaktują się przez facebooka, to normalne. W sumie moje życie to zdjęcia, studia, imprezy i facebook. Niekoniecznie w tej kolejności! - mówi żartobliwie Monika. Ale uzależnienie od Facebooka to nie tylko korzystanie z czatu, wstawianie zdjęć z każdego możliwego miejsca, czy udostępnianie wszystkim swoich myśli i aktualnych zajęć. To także masowa zagłada przycisku "Lubię to".
O ile ograniczamy ten słynny już zwrot do lubienia śmiesznych stron, typu "W przedszkolu nie ufałem dzieciom z zaklejonym okiem" lub "Kiedy odmawiasz swojemu facetowi czułości, gdzieś na świecie płacze panda", nie jest to szkodliwe - przynajmniej w tym rzeczywistym stopniu. Jednak ludzka naiwność i właśnie owa mania "lubienia" wszystkiego na facebooku sprawiły, że niektórzy ludzie zaczęli widzieć w tym sposób na biznes.
"Bluzy FACEBOOK dla pierwszych 500 000 fanów! Oficjalna edycja!"
"Buty Google dla pierwszych 20 000 fanów! Polska edycja!"
"T-shirty LUBIĘ TO dla pierwszych 100 000 fanów! Tylko u nas!"
Niewątpliwie takie hasła kuszą, ale powinny też dawać do myślenia. 99% z nich to zwyczajne oszustwo, mające na celu wyłudzić od nas zezwolenie na wykradnięcie danych osobowych. Proces jest bardzo prosty - strona kusi nas darmową poduszką, my lubimy stronę organizatora, udostępniamy wydarzenie (czyli zezwalamy stronie na dostęp do naszych danych), zapraszamy wszystkich znajomych (rozsyłamy spam dalej), i wstawiamy wpis potwierdzający nasz udział. Czy można to nazwać kradzieżą? Niestety nie - samodzielnie wyrażamy zgodę na to, aby firma pobrała nasze dane. I dla czego? Dla wirtualnej poduszki, która ma w ciągu 30 dni roboczych wylądować w łóżkach 30 tysięcy osób. Następnie cała ta wspaniała baza danych ląduje pod młotkiem na serwisie Allegro. Kto to kupuje? Każda firma, która potrzebuje silnego przypływu fanów. Bo fani to popularność i rozgłos. Co z tego, że z tych 30 tysięcy, 20 tysięcy zorientuje się, że po jakimś czasie tytuł strony z "Poduszki dla każdego fana" zmienił się na "Samochód przyszłości KORD MESCORD". Zostanie 10 tysięcy fanów, którzy nie zwrócili na to uwagi, i swoim udziałem dają firmie popularność. A im więcej fanów ma strona, tym chętniej przybywają nowi. Natomiast firma płaci za to grosze.
- Nigdy nie zastanawiało was skąd te wszystkie firmy mają wasze adresy mailowe? Przecież zakładając skrzynkę można zgodzić się (lub nie!) na reklamówki od danego serwisu, ale nie od wszystkich możliwych producentów, sieci, etc.! Czy dostając telefon od kolejnej przemiłej pani, oferującej roczną prenumeratę książek o płaskostopiu, nie myślicie o tym skąd ma wasz numer? Firmy kupują bazy danych, bo dla nich to grosze! Panujcie nad swoją prywatnością! - nawołuje na tablicy takich wydarzeń Piotrek. I co do większości przypadków ma niestety rację. W dzisiejszych czasach zarówno bardzo cenimy sobie naszą prywatność, ale także łatwo ją udostępniamy, zupełnie nie myśląc o konsekwencjach swoich działań. Internet to ogromne źródło wiedzy, ale nie tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu - czego żywym dowodem są właśnie strony, pozyskujące w nieuczciwy sposób całą masę fanów. Czasami nawet 30 tysięcy osób w jeden dzień...
Być może nie przemówimy do rozsądku całym masom. Być może zgłaszając napływający Spam nie sprawimy, że strona zostania zablokowana. Ale każda osoba, która przy następnej okazji przemyśli dobrze swój udział w jakimś wydarzeniu, i wstrzyma się przed pochopnie podjętą decyzją, to coraz większa świadomość obywatelska o swoich prawach. Nie bójmy się więc powiedzieć zdecydowane NIE! Facebookowi.
"Kradzież" danych na facebooku?
- Nikt jeszcze nie skomentował

