Ponieważ musiałaby się zaczynać od słów: "Byłem świadkiem brutalnego morderstwa. Na moich oczach tępym nożem i zardzewiałą piłą, z niesamowitym okrucieństwem pastwiono się nad Fellinim. Nic nie mogłem zrobić, jak tylko dotrwać do końca..."
I problemem jest gdzie tu zgłosić taką zbrodnię? Ponieważ premiera otwierająca sezon w Teatrze Nowym jest zbrodnią popełnioną na twórczości Frederico Felliniego, na dobrym smaku, na podstawach dramaturgii.
Sergio Maifredi nie unowocześnił w żaden sposób pomysłu na którym kilkadziesiąt lat temu Fellini oparł swój film - na scenie oglądamy rozterki młodej dziewczyny zakochanej w gwiazdorze filmowym, która nie daje się nawet swojemu wybrankowi pocałować, ponieważ musi zachować czystość dla świeżo poślubionego męża (od którego właśnie uciekła na romantyczne spotkanie) - wszyscy bohaterowie reprezentują mentalność końca lat 50. i całą treść była adresowana do widza z tamtych lat.
Maifredi pozostawia na scenie postacie będące słabymi kopiami tych stworzonych przez Felliniego, jednak brakuje mu umiejętności, by chociaż w małej cząstce naśladować kunszt Felliniego. Bowiem, gdy ten doskonale operował kadrem, wykorzystywał wszelkie środki filmowego wyrazu, w poznańskim "Białym szejku" na scenie mamy siermiężną pustkę i głupawą grę aktorów.
Ale jeszcze nie to jest najgorsze. "Biały szejk" w Teatrze Nowym to najgorszego rodzaju amatorszczyzna (nie mylić z amatorstwem, bo "amatorskie" spektakle zazwyczaj robione są z pasją, a tu nawet tego brakuje). O ile Fellini był mistrzem w przedstawianiu włoskiego "folkloru", jarmarczności i bardzo dziwnych czasami postaci, to Maifrediemu nie udało się nawet zbliżyć do półki, na której dawno temu leżał talent Felliniego.
Dziwię się Piotrowi Kruszczyńskiemu, nowemu dyrektorowi Teatru Nowego, że gdy tylko objął teatr we władanie natychmiast nie przerwał przygotowań do tej premiery. Owszem, można się w takim przypadku byłoby spodziewać protestów, że "przyszedł nowy i robi własne porządki". Ale uniknęłoby się kompromitacji, która w obecnej sytuacji Teatru Nowego była najmniej potrzebna.
Dlaczego nie napisałem recenzji z "Białego szejka"
Radek Rakowski
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 3911
- Wpisów na blogu: 67
- Komentarzy: 711
- Miejsc na mapie: 1109


"w poznańskim "Białym szejku" na scenie mamy siermiężną pustkę i głupawą grę aktorów. "
Bardzo ladne zdanie , niewiele bym dodała .Byłam na tym "Spektaklu " i ciesze sie ze pan te recenzje napisal bo ja do tej pory sie po nim nie otrzasnełam , a Bóg mi swiadkiem nosiłam sie z tym zamiarem.Zaraz wczoraj poszlam na Pinę i dusza moja zostala uleczona.
W liceum gralismy Skąpca Moliera i tak jak pan mówi tam bylo duzo wiecej pasji ,a moze i talentu rezyserskiego,zwlaszcza ze tytułowego skapca grałam ja .Całą sztuke musiam grac tylem do widowni zeby ,swiadome zreszta oszustwo , nie było takie oczywiste.Poki co byla to rola mojego zycia.Jak tak patrze co graja na scenie w Teatrze Nowym w Poznaniu to sobie mysle , szkoda ze jednak do tej szkoly aktorskiej nie zdawalam , Mialabym fajna robote i nikt by sie nigdy nie zorientowal ze udaje.No chyba ze widz.
CBDU.
Pozdrawiam.
W moim odczuciu jako widza, reżyser celowo wniósł do sztuki "inność"
Chciał pokazać nam, zwykłym ludziom, karykaturę wizji Felliniego, i genialnie mu się to udało!
Za jednym zamachem ze sztuki powitej pięknem i sarkazmem, wyczulonym na smutek, ukazał nam komiczną postawę przywar ludzkich uczuć...
Z prostego obrazu, który pokazał sam mistrz, Sergio Maifredi przekazuje nam osobliwy i ujmujący, acz humorystyczny wizerunek świata lat 50. ubiegłego stulecia. Kierowany uczuciami i powity w szał Iwan ma wielką nadzieje na znalazienie ukochanej... Ale czy naprawę chce ją odnaleźć? Czy krocząc na krawędzi życia nie przyjdzie mu zwątpić w samego siebie? Dla mnie właśnie o tym jest ta sztuka...
W moim odczuciu jako widza, reżyser celowo wniósł do sztuki "inność"
Chciał pokazać nam, zwykłym ludziom, karykaturę wizji Felliniego, i genialnie mu się to udało!
Za jednym zamachem ze sztuki powitej pięknem i sarkazmem, wyczulonym na smutek, ukazał nam komiczną postawę przywar ludzkich uczuć...
Z prostego obrazu, który pokazał sam mistrz, Sergio Maifredi przekazuje nam osobliwy i ujmujący, acz humorystyczny wizerunek świata lat 50. ubiegłego stulecia. Kierowany uczuciami i powity w szał Iwan ma wielką nadzieje na znalazienie ukochanej... Ale czy naprawę chce ją odnaleźć? Czy krocząc na krawędzi życia nie przyjdzie mu zwątpić w samego siebie? Dla mnie właśnie o tym jest ta sztuka...
pozdrawiam
Panie Radku, absolutnie nie zgadzam się z powyższą recenzją. Według mnie Sergio Maifredi nie ma wcale obowiązku uwspółcześniać klasycznego dzieła. Szczególnie, że dużo reżyserów ostatnio tak robi. ,,Biały szejk'' jest na tyle lekką i zabawną historią, że ogląda się teraz tak samo dobrze jak kilkanaście lat temu. Kto wie czy po ewentualnych przeróbkach nie straciłaby na atrakcyjności. A właśnie urok tego filmu oraz spektaklu polega na tym iż możemy zobaczyć Włochy lat 50-tych i się z nich pośmiać. A Pana słowa ,,Na moich oczach tępym nożem i zardzewiałą piłą, z niesamowitym okrucieństwem pastwiono się nad Fellinim'' są dla mnie śmieszne i niepotrzebnie mogą sprawić, że ludzie nie będą chcieli pójść na to przedstawienie. Chociaż akurat w moim przypadku było zupełnie odwrotnie, bo nie przejmuję się tym, co napiszą inni. W ogóle jak czytam takie słowa, to mam wrażenie, jakbyśmy oglądali dwa zupełnie inne spektakle. Pisze Pan także o amatorszczyźnie, której ja w ogóle nie dostrzegłem. Historia opowiadana jest z pasją i widać, że Maifredi chciał tutaj złożyć hołd temu wielkiemu włoskiemu twórcy. Z pasją grają również aktorzy. Według mnie najlepszy był Ildefons Stachowiak w roli Felliniego. Swoją drogą bardzo dobry pomysł z wprowadzeniem tej postaci do sztuki, bo jak wiadomo w filmie jej nie było. Wyróżniłbym przy tej okazji jeszcze dwóch aktorów: Martę Szumieł w roli Wandy oraz Mirosława Kropielnickiego grającego Fernando Rivoliego, a więc tytułowego Szejka. No i na koniec jeszcze jedna rzecz, o której Pan nie wspomniał, a jest bardzo istotna. Mam tutaj na myśli niezwykle pomysłową scenografię Daniele Sulevic. Świetny pomysł z umieszczeniem plakatów filmów Felliniego oraz jego zdjęć po bokach sceny. Natomiast na jej środku taśmy filmowej po której wchodzą bohaterowie. Tak więc niech nikt się nie sugeruje recenzjami, tylko pójdzie na ,,Białego szejka'' i sam się przekona jaki jest. Kto wcześniej nie spotkał się z twórczością Felliniego ma niepowtarzalną okazję by nadrobić zaległości. Natomiast jeżeli ktoś zna, może tym razem obejrzeć dzieło włoskiego reżysera na deskach teatralnych.
"Biały szejk" mnie rozczarował. Nie tego szukam w Teatrze Nowym. Przed laty grano w tym teatrze wyśmienicie. Świetnie bawiłam się na "Pięknej Lucyndzie". Poruszyły mnie "Czerwone nosy" i "Lot nad kukułczym gniazdem". W ostatnim czasie na deskach TN nie wystawiono niczego podobnej klasy.