*

Restrukturyzacja oświaty – przemyślany plan czy katastrofa?

Od kilku miesięcy mówi się o likwidacji wielu poznańskich szkół. Jednak, czy pomysł władz miasta jest przemyślany? Czy sensowne jest pozostawienie wielu nauczycieli bez pracy?

W listopadzie minionego roku, dzięki mediom, wyszło na jaw, że Wydział Oświaty chce przeprowadzić restrukturyzację szkół. Trudno wyobrazić sobie podjęcie nagle takich zdecydowanych kroków jeśli wcześniej nikt nikogo nie informował o takich planach. W innych państwach procesy restrukturyzacji są jawne i trwają przez zdecydowanie dłuższy czas. Wszystko zrzuca się na niż demograficzny i tym argumentuje się likwidacje placówek. Ogromna ilość szkół żali się na to, co ich czeka. Te dramaty są osobiste i warto je zrozumieć, ale należy szukać problemu głębiej, w funkcjonowaniu planu. Poznańskie szkoły, uznawane za prestiżowe, pozornie nie mają się o co martwić, ale pytanie co z mniej znanymi placówkami? Wydział Oświaty powołuje się np. na słabe wyniki matur lub testów gimnazjalnych, ale dlaczego w takim razie chce zamknąć podstawówkę? W końcu taki argument jest niepoważny.

Każdej szkole zarzuca się coś innego. Władze argumentują działania próbą zaoszczędzenia. Jednak, czym są środki zaoszczędzone na szkołach, w porównaniu z utrzymaniem np. Term Maltańskich, czy ciągłą wymianą nawierzchni na stadionie Lecha Poznań. Przedstawiciele Wydziału Oświaty, przychodzą do szkół w celu zapoznania się ile sal stoi pustych i niezagospodarowanych. Liczą drzwi nie zważając co jest salą lekcyjną a co np. magazynem lub zapleczem. W ten sposób posiadają sprzeczne dane, ale wygodniejsze dla projektu restrukturyzacji.

Wiele osób dotkniętych tymi wydarzeniami, mówi, że po prostu „zagrano w Monopoly” wybierając, które szkoły zostają, a które nie. Po bliższym zapoznaniu się ze sprawą, można zgodzić się z tym porównaniem. Pojawia się wiele propozycji, m.in. przekazanie budynku szkoły innym organom prowadzącym. Oznacza to np. oddanie jej prywatnym instytucjom. Wybiera się szkoły jak najlepiej wyposażone, bo w końcu budynek przechodzi w ręce organu prowadzącego, z całym wyposażeniem. Jedną z organizacji, na rzecz której mają szanse przejść państwowe placówki jest Stowarzyszenie Familijny Poznań.

Czy to ludzkie pozbawiać nauczycieli pracy oraz zostawiać dzieci i rodziców na lodzie? Tym bardziej, że trudno narzekać na brak odpowiednich budynków, które inne organy prowadzące mogłyby przejąć. Przykładem może być pustostan znajdujący się przy osiedlu Bolesława Śmiałego. Budynek rozpoczęto budować ponad 15 lat temu i domyślnie miał być XXIV LO (obecnie mieści się ono na os. Łokietka). Jednak nagle zaprzestano budowy i ruina stoi nieogrodzona niemal w środku miasta. Pytanie, kto jest właścicielem ziemi i kto za nią płaci. Urząd Miasta twierdzi, że nie jest właścicielem pustostanu. Może warto byłoby odkupić ziemię wraz z bryłą budynku, odnowić go, wykończyć i oddać w ręce np. Stowarzyszenia Familijny Poznań, a nie żerować na cudzym nieszczęściu...

Innym zagadnieniem jest tzn. wygaszanie szkół. Polega ono na zawieszeniu naboru. Szkoła istnieje, ale nie ma nowych uczniów. Jest to sprytne zagranie, gdyż jeśli brakuje naboru, to automatycznie szkoła nie ma prawa istnieć i z czasem się ją zlikwiduje. Nikt nie może jednak zarzucić, że zlikwidowano placówkę od razu i bez powodu. Przykładem takiego zawieszenia jest XXIV LO na osiedlu Władysława Łokietka, wchodzące w skład Zespołu Szkół nr 5. Obecnie szkoła stara się utrzymać chociaż przedszkole i podstawówkę, gdyż liceum prawdopodobnie zostanie wygaszone, a losy gimnazjum nie są jeszcze znane. Jednak czy ma to sens? W końcu niż demograficzny raz jest, a raz go nie ma, więc czy warto likwidować placówkę? Szkoła zebrała również wiele podpisów pod petycją, przeciw likwidacji zespołu szkół, jednak od władz otrzymała zaledwie informację: „Dziękujemy za głos w dyskusji”.

W Polsce prawnie nie istnieje coś takiego jak „wygaszenie szkoły”, więc można by zastanowić się nad legalnością tego działania. Na jednym ze spotkań z nauczycielami dotkniętych problemem szkół, Andrzej Tomczak, dyrektor Wydziału Oświaty, nazwał wygaszanie „tradycją”. Nie wiadomo co miał na myśli. Dużo osób uważa, że system restrukturyzacji jest świadomym wprowadzeniem chaosu, a zasadniczym problemem jest niefachowa i nieumiejętna próba zmiany, w której efekcie dochodzi do skłócenia szkół w Poznaniu. Bo przecież każdy walczy o prawo do funkcjonowania i nikt nie chce być pracownikiem placówki, która zostanie zlikwidowana.

Być może dlatego powstało porozumienie Szkolno-Przedszkolne pod opieką stowarzyszenia My Poznaniacy. Grupa ta łączy przedszkola i szkoły, których los nie został jeszcze przesądzony. Grupa spotkała się 28 grudnia 2011 roku, kiedy podpisała porozumienie.

- Porozumienie ma działać ponad wywołanym chaosem i jednoczyć wszystkie grupy w walce ze złą restrukturyzacją – tłumaczy Katarzyna Buziak, członkini stowarzyszenia.

Obecnie porozumienie podpisało już kilkadziesiąt organów oświatowych. Decyzja musi zostać podjęta przez władze do końca lutego.

zgłoś nadużycie
Komentarze
J. J.
Dodane

Artykuł kapitalny. Doskonale przedstawiony problem. Dzisiejsza władza dąży tylko do zaspokojenia swoich potrzeb, szczególnie materialnych. Dobro innych ludzi ich nie interesuje.. ;/

nn nn
Dobre! Dodane

Dobre, ale kogo to interesuje? Lokalna sprawa, a my tu musim budżet JEWROPY ratować (dla własnego biednego dobra) a nie jakieś tam... pizdryki! Musicie ciule myśleć globalnie a nie lokalnie!!! Państwa znikają, niektóre nawet już godła nie mają... Polecam lekturę dwóch pozycji Naomi Klain:
"NO LOGO" i "DOKTRYNA SZOKU". Najlepszego i dobranoc!

E. E.
Restrukturyzacja oświaty – przemyślany plan czy katastrofa? Dodane

Artykuł super. Tylko czy przeczytają to osoby, od których zależy decyzja o likwidacji szkół? Kogo to obchodzi, że wiele osób straci pracę a uczniowie będą przesunięci do innych zatłoczonych i niekiedy bardzo oddalonych od miejsca zamieszkania szkół. To nie problem władzy -oni mają pracę a ich dzieci skończyły już naukę albo chodzą do szkół, którym nie grozi likwidacja!!

Żakanaka Żakanaka
Wszystko fajnie Dodane

ale jesli brakuje uczniow to dlaczego klasy sa przeludnione?
Ja kiedys musialam wyslac dzieci do szkoly.Poszly na Wichrowe Wzgórze do 11.
32 dzieci , znerwicowana pani od nauczania poczatkowego , Placze i zgrzytanie zebow.Wzięłam sprawe w swoje rece i zalozylam z paroma innymi rodzicami szkole spoleczna.W klasie 14 dzieci , rodzice decydowali o doborze kadry , pilnowali poziomu nauczania .Dopiero gdy poszly do liceum to zpotkaly sie z tzw systemem oswiaty.Sama tylko raz rozmawialam z dyrektorka liceum , ktore wybrala jedna z corek.Poziom i kultura osobista pani dyrektor ( Liceum nr X mialo profil filmowy dlatego moja corka je wybrala ) były takie że poddałam sie .Jeszcze wtedy ze wzgledow lokalowych nie mozna było "przedłuzyć " podstawowki o liceum i w efekcie zrobiła sie z tego wędrowka po Poznańskich liceach przez nasteone 4 lata.Na szczescie
dalo im to szkołe zycia.O edukację zadbałam sama .Trochę mnie to kosztowalo , zdrowia i pieniedzy.
Z opowieści ma wynikac taki wniosek .Czasem trzeba instytucje zamknąc zeby potrzasnąc systemem.
Budynki rzeczywiscie lepiej przekazac ludziom kyorzy maja pomysl i zapal do zrobienia czegos pozytecznego.

Dodaj swój komentarz: